02. Warszawa - Olsztyn


Rajd rowerowy przez Mazowsze i Warmię dobiegł końca. Zdominowała nas liczba "4". W cyklu "Zalicz gminę na rowerze" zaliczyliśmy ich 40 w 4 dni i przejechaliśmy 400 km spod Warszawy do Olsztyna. Trafnie przewidzieliśmy pogodę, ponieważ deszcz, który w prognozach straszył przez dwa dni, dopadł nas dopiero na progu domu. Ze względu na nocne temperatury, była to pierwsza z wielu majówek, gdy nocowaliśmy w agroturystykach, a nie pod namiotami.


Zaczęliśmy od Legionowa, w którym oprócz aspektów historycznych, naszą uwagę zwróciło również współczesne jego oblicze. Były to dwa murale – patriotyczny i najdłuższy w Europie „1050 lat chwały Oręża Polskiego” przedstawione na 750 metrach muru Narodowego Centrum Kryptologii (NCK) czyli historia Polski w pigułce oraz drugi przy rondzie Armii Krajowej, poświęcony powstaniu Warszawskiemu. Legionowo było jedynym, poza Warszawą miastem, w którym 1 sierpnia 1944 roku wzniecono powstanie przeciwko niemieckiemu okupantowi. Walki w Legionowie trwały kilka dni, a z powodu niekorzystnego układu sił jednostki AK wycofały się do pobliskich lasów. W walkach wzięło udział około 4 000 mieszkańców miasta i okolic.

Na pierwszy nocleg zatrzymaliśmy się w Serocku. Tu nie pominęliśmy kościoła Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny, w którym 22 czerwca 2013 odbyła się ceremonia zawarcia małżeństwa pomiędzy piłkarzem reprezentacji Polski Robertem Lewandowskim a Anną Stachurską. Jest to późnogotycka budowla z basztami o charakterze obronnym - jeden z cenniejszych zabytków Mazowsza. Wybudowana w  roku 1526, później przebudowana. Na fasadzie umieszczony jest zegar słoneczny z wierszowanym napisem "To pomnij czas ucieka, śmierć goni, wieczność czeka". W ścianach są umieszczone kule armatnie z 1914 roku.

Później trafiliśmy na szlak "Perły Mazowsza" z zabytkami architektury sakralnej. Natknęliśmy się na kościoły ze śladami dawnych wojen, w postaci pocisków tkwiących w ich murach. Zwiedziliśmy sanktuaria w Pułtusku w Dolinie Dolnej Narwi, Przasnyszu (Sanktuarium MB Niepokalanej Przewodniczki) i Rostkowie – miejscu urodzenia św. Stanisława Kostki. Byliśmy nad stawem, w którym uciszał żaby, bo przeszkadzały mu w skupieniu się na modlitwie. Otwarto nam kościół, w którym znajdują się jego relikwie i relikwie Jana Pawła II.

Wracając do Pułtuska: Pułtusk był trzecim, po Warszawie i Płocku, miastem na Mazowszu z murowanymi fortyfikacjami. W 1806 roku rozegrała się tutaj niezwykle krwawa bitwa pomiędzy wojskami cesarza Napoleona, a Rosjanami, co zostało upamiętnione na Łuku Triumfalnym w Paryżu. Niestety nie zauważyłem tej inskrypcji zwiedzając Paryż w 2011 roku. Napoleon Bonaparte przebywał w Pułtusku dwukrotnie w 1806 roku i 1812 roku. Interesujący jest zamek w Pułtusku. Zamek uległ poważnym zniszczeniom podczas potopu w połowie XVII wieku, gdy trwały walki o niego pomiędzy wojskami Stefana Czarneckiego i Szwedami. Podczas walk w zimie 1945 roku zamek również spłonął. W 1989 roku, po trwającej 15 lat odbudowie, w trakcie której wybudowano na zamku wieżę, przeznaczony został na "Dom Polonii". 30 stycznia 1868 roku ludność Pułtuska i okolic była świadkiem niecodziennego zjawiska przyrodniczego – upadku meteorytu, zwanego później „pułtuskim”. Jego największe okazy, o masie około 8–9 kg znajdują się w londyńskim British Museum i Muzeum Ziemi PAN w Warszawie. 

Jechaliśmy wzdłuż malowniczych wód Narwi oraz niewielkiej rzeczki Orzyc, mającej swe źródło w gospodarstwie rolnym, a także swój profil na FB „Kocham Orzyc”. Dowiedzieliśmy się o tym od nowo poznanego kolegi na trasie. W Janowie okazało się w rozmowie pod sklepem, iż w 1939 roku rzeczka stanowiła granicę z Niemcami, a tutejszy polski ksiądz, który wygrażał im przez rzeczkę, został po wybuchu wojny zamordowany w Działdowie. Rzeczkę przecinaliśmy kilkakrotnie i obserwowaliśmy, jak z niewielkiego cieku szybko przybierała na wielkości.

W różnych miastach przejeżdżaliśmy wzdłuż wielu murali, poświęconych Żołnierzom Wyklętym.
Warmii pokłoniliśmy się po dwóch dniach walki z przeciwnym wiatrem, ale przy słonecznej pogodzie. Na szczęście deszcz nas oszczędzał. Dzienne przebiegi bywały różne, czasem nas ponosiło. Starałem się wybierać mało uczęszczane drogi asfaltowe, ale również jechaliśmy polnymi i leśnymi wśród malowniczych, wiosennych pejzaży. Wędrując z południa na północ można dostrzec różnicę między płaskim Mazowszem i wzniesieniami Warmii. Szkoda, że było za zimno na popływanie w wielu mijanych jeziorach. Wycieczkę zakończyliśmy w Olsztynie, skąd pociągiem wróciliśmy do domu.

Więcej zdjęć znajduje się w albumie Google

Comments