05. Przez Mazowsze na Grunwald



Album ze zdjęciami znajduje się tutaj 


Z tym wyjazdem czekałem do czasu, gdy na trasie Ustka - Warszawa zacznie kursować pociąg "Słoneczny". Jest to wygodny i nowoczesny skład, przyjazny dla rowerzystów i w dodatku rowery przewożone są bezpłatnie. Kursuje tylko w sezonie letnim. Wziąłem namiot i ruszyłem w drogę. Wysiadłem w Nasielsku. Po 35 kilometrach byłem w Płońsku. Dlaczego wymieniam Płońsk? Bo widzę, że jest to odskocznia do kolejnej podróży. W przyszłym roku wybieram się bowiem w kilkuosobowej grupce rowerem do Izraela.  


Z Płońska pochodzi Dawid Ben-Gurion, żydowski i izraelski polityk, działacz i przywódca ruchu syjonistycznego, jeden z głównych założycieli państwa żydowskiego oraz pierwszy premier Izraela. Urodził się w 1886 roku, gdy Płońsk znajdował się w Królestwie Polskim, będącym częścią Imperium Rosyjskiego. W 1906 roku dwudziestoletni Dawid wyjechał w ramach osadnictwa żydowskiego z Polski do Palestyny, będącej wówczas częścią Imperium Osmańskiego. W rynku na domu, w którym spędził swą młodość. znajduje się tablica pamiątkowa, jest tu skwer jego imienia, a także pomnik przyjaźni między Płońskiem a Ramat Negev, regionem, w którym Ben Gurion spędził ostatnie 20 lat życia. Zmarł w 1973 roku. W miejscu, gdzie stał jego dom rodzinny, powstało tzw. „Drzewo Pamięci”, na którym przez członków wszystkich izraelskich delegacji odwiedzających Płońskzawieszane  „liście pamięci”. 

W miejscu dawnego cmentarza żydowskiego powstał w 1983 roku pomnik, upamiętniający męczeństwo narodu żydowskiego. Płońsk to obowiązkowy przystanek dla wielu wycieczek czy delegacji z Izraela. Co sprawiło, że to niewielkie, liczące ponad 20 tys. mieszkańców miasteczko jest dobrze znane Żydom, a dzieci na Bliskim Wschodzie uczą się o nim już od wczesnych lat szkolnych? Jest dobrze opisane w każdej książce dotyczącej historii Izraela i nie powinna budzić zdziwienia informacja, że większość Żydów wie więcej o Płońsku niż my, Polacy. Z nazwiskiem urodzonego w Płońsku przywódcy, spotkamy się w wielu miejscach, nie tylko w Tel Awiwie, ale w całym kraju. Nazwą Ben Gurion nazwane jest główne lotnisko. W 1931 roku, gdy zaczął pełnić funkcję premiera, zamieszkał wraz z rodziną w Tel Awiwie. W domu przy ulicy Rothschilda przebywał do roku 1968. Dziś budynek przy Rothschilda pełni rolę muzeum i jest jednym z najczęściej odwiedzanych przez turystów miejsc w metropolii. Tam chyba też będę. Rozpisałem się nieco, ale to chyba ze względu na planowaną wyprawę do Izraela. 

        Z Płońska doliną rzek Stawnicy i Łydyni skierowałem się do Ciechanowa.

Wjechałem do tego miasta od strony najbardziej charakterystycznej tutejszej budowli, jaką jest wieża ciśnień. Wzniesiona została w 1972 roku, a zaprojektowana prawdopodobnie na Politechnice Warszawskiej. Przez jakiś czas była użytkowana, ale nigdy nie napełniono jej wodą całkowicie. Długo niszczała, lecz teraz jest w remoncie. Dalej trafiłem na monumentalny pomnik przedstawiający orła. Powstał w 1988 roku z inicjatywy Towarzystwa Miłośników Ziemi Ciechanowskiej. Upamiętnia walkę miejscowej ludności z okupantem w czasie drugiej wojny światowej. Najcenniejszym zabytkiem w mieście jest XIV wieczny zamek wzniesiony w zakolu Łydyni, którego wieże “piękniej wznoszą się w moim wspomnieniu niż Mont Blanc, która nieba dotyka, a wody Łydyni milej szepczą w moich uszach niż wodospady rozbijające się z szumem o Helwecji skały” pisał Zygmunt Krasiński. Zamek został prawie całkowicie zniszczony podczas potopu szwedzkiego. Zachowały się jedynie dwie okrągłe narożne baszty i mur zewnętrzny. W innej części miasta trafiłem na ciekawą neogotycką ceglaną brama – dzwonnicę wzniesioną w drugiej połowie XIX wieku. Ciechanowski rynek uznany został za zabytek. Zaprojektowany został w kształcie regularnego czworoboku typowego dla miast lokowanych na prawie chełmińskim. Z każdego rogu rynku wybiegały dwie prostopadłe doń ulice. Niedawno rynek przeszedł rewitalizację, w wyniku której otrzymał obecny wygląd - całkowicie odmienny od poprzedniego. 

Pierwszy nocleg spędziłem pod Mławą po przejechaniu 117 kilometrów. Nazajutrz zatoczyłem wielką pętlę i znalazłem się w Działdowie. Po drodze mijałem powiat Żuromin będący krainą kurników. Ich nadmiernej koncentracji sprzeciwiają się mieszkańcy. W mieście znajduje się sanktuarium Matki Bożej Żuromińskie z cudownym obrazem. Od rana panował upał. Przysiadłem przed jakąś przytulną kawiarenką w rynku na lody i kawę, i tradycyjne ładowanie komórki. Wcześniej mijałem wiele kapliczek z nietypowymi prośbami i modlitwami, np. “Boże, utwierdź nas w swej wierze i rozkaż ustąpić cholerze”. W latach 1866 i 1867 panowała tu cholera dziesiątkująca mieszkańców okolicznych mokradeł.  

Dalej zahaczyłem o powiat brodnicki, przejechałem Lidzbark i znalazłem się w Działdowie. Tu największe wrażenie zrobił na mnie nietypowy pomnik "Za życia wrogowie, w obliczu śmierci równi", do którego trudno trafić. Pomnik postawiono w 1916 roku na cześć dwóch pilotów Rosjanina i Niemca, którzy w sierpniu 1914 roku zestrzelili się wzajemnie w czasie walki nad Działdowem.  

W budynku ratusza znajduje się Interaktywne Muzeum Państwa Krzyżackiego. Warto zapoznać się z materiałami, które przedstawiane są na licznych ekranach interaktywnych. Atrakcyjny sposób, w jaki ukazano historię Państwa Krzyżackiego, multimedialna analiza wojny polsko-krzyżackiej i bitwy pod Grunwaldem, wirtualne prezentacje machin oblężniczych i film o architekturze krzyżackiego gotyku, może zainteresować zwiedzających w różnym wieku. Również wyniosły XIV - wieczny zamek krzyżacki w centrum miasta, robi wielkie wrażenie. Obecnie jest w remoncie. Duże wrażenie sprawiają również koszary, wybudowane pod koniec XIX wieku. Pierwotnie służyły wojskom pruskim, a potem polskiej piechocie. W czasie II wojny światowej hitlerowcy założyli tu obóz przejściowy, który pełnił także rolę obozu zagłady. Ocenia się, że życie straciło w nim około 3 000 osób. Po wojnie w koszarach mieścił się obóz NKWD. Obecnie budynki niszczeją i wstęp do nich jest wzbroniony. Na wylocie z Działdowa, w lesie koło Komornik, trafiłem na Cmentarz Pamięci. Niemcy dokonywali tu mordów na obywatelach Polskich. Po wojnie założono tutaj cmentarz, na którym znajduje się zbiorowa mogiła, w której spoczywają prochy więźniów pomordowanych w działdowskim obozie, w siedzibie gestapo, lasku komornickim i na cmentarzu żydowskim. Pomnik przedstawia olbrzymią dłoń wyciągniętą ku niebu, jakby w pośmiertnym, ostatnim wezwaniu. 

Na pierwszy pomnik upamiętniający zwycięską bitwę pod Grunwaldem natknąłem się w Uzdowie, na południe od Dąbrówna. Postawiono go w 1931 roku. Zaraz na początku II wojny światowej pomnik został wysadzony przez Niemców. Kopię pomnika wykonano i odsłonięto w 2006 roku. 

        W tych malowniczych, pagórkowatych stronach, obfitujących w jeziora, spędziłem ostatnią noc na wyjeździe. Szukając noclegu, odjechałem nieco w boczną piaszczystą drogę pomiędzy pagórki. Trafiłem na malowniczą stromą łąkę pod lasem z rozległym widokiem na wschód. Miałem dużo czasu, który poświęciłem na zdjęcia. Powoli wschodził księżyc. Była cicha noc. Rano wzeszło słońce i pojawiły się chmurki na niebie. W prognozie były krótkie, ulewne deszcze, ale mnie oszczędziły. Przejeżdżałem miejscami jedynie po mokrym asfalcie wśród kałuż.

Potem wylądowałem Dąbrównie na kawie, dawnym miasteczku, obecnie wsi o miejskiej zabudowie, wciśniętej pomiędzy dwoma długimi jeziorami Dąbrowa Wielka i Dąbrowa Mała. Restauracja Zacisze mieści się, a jakże, nad jeziorem. Są tu ruiny zamku krzyżackiego i fragmenty murów miejskich z XIV wieku oraz pozostałości stacji kolejowej i wieża wodna z początku XX wieku. Jest też synagoga zbudowana na początku XIX wieku w pobliżu jeziora Dąbrowa Mała. Podczas II wojny światowej hitlerowcy zdewastowali synagogę. Po wojnie budynek służył jako magazyn. Obecnie stoi opuszczony i niszczeje. Zachowały się resztki inskrypcji naściennych. Z ciekawością zbliżałem się w te strony, bowiem przed wieloma laty pracując w terenie, spędziłem tu jeden cały sezon letni. Niestety nieco się rozczarowałem. Moje wspomnienia były bardziej kolorowe. 

        W ostatniej fazie wędrówki zawinąłem na pola Grunwaldu, w miejsca, w których bywałem wielokrotnie, nigdy natomiast rowerem. Również tutaj dopisywała mi pogoda, więc zwiedzanie było przyjemne. Po drodze udało mi się popływać w jeziorze. Potem Iława, obiad i pociąg do domu.



Comments