Rajd Odra – Nysa, ze Szczecina do Czech

  

Rajd przez tereny nadgraniczne, zbiegł się z obchodzonymi w tych dniach rocznicami – symbolami współczesnej Europy, tj. Dniem Europy i Dniem Unii Europejskiej. W upalne dni kąpaliśmy się w w rzekach, do których dawniej nie było dostępu, ponieważ stanowiły ściśle strzeżoną międzypaństwową granicę


    Bywają sytuacje, gdy zdarzenia wymykają się spod kontroli. Skutkuje to zwykle niekorzystnym zakończeniem. Zawsze są jednak wyjątki. Nasz rajd był takim wyjątkiem. Był niepowtarzalny i wyjątkowy! Przejechaliśmy więcej niż planowaliśmy. Szczecin od Zgorzelca dzieli odległość 300 kilometrów, my na tej trasie „wykręciliśmy" 700 kilometrów i gdyby nie za krótki, tzw. długi majowy weekend, zwiedzalibyśmy rejon Odry i Nysy jeszcze długo. Jazda asfaltowymi ścieżkami rowerowymi po niemieckiej stronie, pośród pól i lasów, z dala od zgiełku, jest prawdziwą przyjemnością.

Wielokrotnie przekraczaliśmy granicę polsko – niemiecką na przejściach granicznych, które teraz już nie mają żadnego znaczenia. Polskie i niemieckie słupy graniczne zostały utrwalone na wielu zdjęciach. Pamiętam czasy, gdy przekraczanie tej granicy wiązało się z nie kończącym się oczekiwaniem i niemiłymi kontrolami celnymi. Teraz w tych miejscach i dawnych budynkach straży granicznej, kwitnie przygraniczny handel, a niekiedy ulokowane są w nich instytucje samorządowe. Przez mosty przejeżdża się swobodnie z turystyczną satysfakcją, ale do tego przywykliśmy już wszyscy. Refleksje o przemijaniu nasuwają się zwłaszcza teraz, ponieważ nasz przejazd przez tereny nadgraniczne zbiegł się z obchodzonymi w tych dniach rocznicami – symbolami współczesnej Europy, tj. Dniem Europy i Dniem Unii Europejskiej. Radosny nastrój wędrówki podkreślała wyśmienita pogoda, nie tak jak przed rokiem, gdy w czasie naszego pobytu w Warszawie i na Mazowszu, sypnęło śniegiem.

Planowaną trasę i spodziewane na niej turystyczne atrakcje, przedstawiłem poniżej. Zatrzymam się tu zatem jedynie na kilku z nich, szczególnie wartych podkreślenia i wspomnień. Są to miejsca poświęcone pamięci poległych na tej ziemi, która wielokrotnie w historii spłynęła krwią, jak każde pogranicze.
Byliśmy w Cedyni, gdzie w 972 roku Mieszko I z bratem Czciborem pokonali margrabiego Hodona. W Sarbinowie natomiast w roku 1758 rozegrała się bitwa, która była jedną z najkrwawszych batalii XVII wieku i jedną z największych bitew w wojnie siedmioletniej. 
Siekierki, Stare Łysogórki, Gozdowice, Czelin są niezabliźnioną raną po krwawych walkach II Wojny Światowej. Monumentalny cmentarz w Siekierkach, zburzone i nieodbudowane mosty na Odrze i Nysie, pomniki i obeliski upamiętniające krwawe walki, a także pomnik upamiętniający pierwszy "prywatny" słup graniczny kaprala Wydrzyńskiego, postawiony, przez niego jeszcze przed ustaleniem granic - przywołują szelest szkolnych kart historii. Na rozległym terenie w pobliżu miejscowości Forst – Brożek - Zasieki, po niemieckiej fabryce materiałów wybuchowych Deutsche Sprengchemie GmbH, zbudowanej w latach trzydziestych XX wieku, po kilkuset zamaskowanych budowlach naziemnych i podziemnych, pozostały już tylko dobrze zachowane ruiny. Śmierć czyha tu na nierozważnych śmiałków chętnych do eksploracji podziemnych korytarzy, w magazynach pozostały resztki amunicji. Świadczą o tym tragiczne w skutkach wypadki, które wydarzyły się tu w ostatnich latach.

Odrębny rozdział wyprawy stanowił Kostrzyn, zwany umarłym miastem lub polską Hiroszimą. Na skutek zaciętych walk w 1945 roku miasto zniszczone zostało w 90 % i jest uznawane za najbardziej zniszczone miasto na terenie Polski. Wówczas stanowiło strategiczną "bramę do Berlina". Dawna kostrzyńska starówka stanowi obecnie zarośnięte pole z resztkami ruin dawnej zabudowy. Pobyt na tym odcinku trasy miał dwa oblicza – historyczne, ze swoją pruską twierdzą, bastionami i ruinami oraz przyrodnicze. Nadodrzańska wiosna pachniała bzem i czeremchą. Rezerwat przyrody „Wrzosowiska Cedyńskie", „Rozlewiska Kostrzyńskie", przeprawa promowa przez Odrę i Wartę, liczne stada gęsi, kaczek, żurawi i innego ptactwa na wielkich rozlewiskach Parku Narodowego „Ujście Warty", „Szlak derkacza" wprowadzający wędrowców w niespotykaną nigdzie indziej „Rzeczpospolitą Ptasią", są miejscami do których chce się wrócić. Intrygują niezgłębione tajemnice przyrody. Pamiętam stadko krów wygrzewających się leniwie w upale przy wielkim ognisku. Czym to wytłumaczyć?

    Ile razy wracam tu myślami, wspominam również inny park narodowy "Bagna Biebrzańskie", który powstał znacznie wcześniej. Znalazłem się tam przed laty na innym rajdzie rowerowym. Niezapomniane są szczególnie "szczęśliwe krowy z Brzostowa". Ze względu właśnie na te krowy, byłem tam ponownie w roku 2015 na samotnym rajdzie szlakiem Green Velo.

    Nad Odrą kolosalne wrażenie wywarł na mnie niemiecki katolicki Klasztor Neuzelle, dawne opactwo cystersów. Zaproponowano nam tu nocleg, przyjmując jak utrudzonych pielgrzymów. Proboszcz zna język polski. Skwapliwie skorzystaliśmy z zaproszenia, po wielu nocach spędzonych w namiotach. Byliśmy też na porannej mszy, na której zostaliśmy przedstawieni przez proboszcza z ambony. Nietrudno nas było dostrzec w rowerowych strojach pośród nielicznych wiernych, w przebogatej trzynawowej barokowej kolegiacie. Wznosi się ona na skraju doliny Odry w kraju związkowym Brandenburgia, Łużyce Dolne. Poniżej rozciąga się wspaniały przyklasztorny ogród. Ze świecą w ręku można szukać podobnego kompleksu sakralno - parkowego, połączonego z zabytkowym browarem, niemiecko - polskim gimnazjum oraz wspaniałymi widokami.

Dalej na południu zwiedziliśmy Park Mużakowski ze świetnie utrzymaną rezydencją. Jest to największy park w stylu angielskim w Polsce i w Niemczech, po obu stronach rzeki Nysy Łużyckiej, w Bad Muskau i Łęknicy. Park znajduje się na liście Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Rajd zakończył się na pograniczu polsko – niemiecko – czeskim. Jechaliśmy tam wiedzeni sławą przysłupowych domów dawnych tkaczy. Kończący się czas wyprawy, a szczególnie czeska burza z ulewą, nakazała gwałtowny odwrót na północ, w stronę domu. Była to kolejna niezapomniana wyprawa hartująca charaktery, ujawniająca niekiedy ludzkie słabości i różne barwy koleżeństwa. Był z nami nowy kolega, któremu trudy podróży okazały się nie takie straszne. Na koniec pożegnaliśmy góry, kiedyś znów tu wrócimy. Przejechana trasa przysporzyła nam kolejne punkty do Kolarskiej Odznaki Turystycznej Rajdu Dookoła Polski.


     Zdjęcia z trasy znajdują się  tutaj.

     Przebyta aktywna trasa znajduje się tutaj.


                   Po kliknięciu na znacznik na mapie - pojawi się opis.

Rajd Odra - Nysa 700 km.



Comments