1. Borne Sulinowo, zimowy poligon

 
  Kasyno oficerskie spalone doszczętnie dwa lata temu

        Na zimowy rajd rowerowy po poligonie w Bornem Sulinowie wybrałem się z kolegą, któremu też nie straszne były perspektywy brnięcia przez śnieżne zaspy, pośród niezmierzonych przestrzeni dawnego radzieckiego poligonu. Zima tego roku płatała figle i wyjazd odkładaliśmy kilkakrotnie, z powodu niemalże wiosennej aury, a pobyt na poligonie miał mieć przecież charakter zimowy! Wreszcie sypnął śnieg. Dojechaliśmy ze Słupska porannym pociągiem do Szczecinka, następnie rowerami do Bornego Sulinowa na zarezerwowaną kwaterę. Miejsce zakwaterowania okazało się przytulne i opieka troskliwa (gospodyni zziębniętych powitała rosołem). Po przepakowaniu ekwipunku ruszyliśmy na spotkanie z przygodą.

Borne Sulinowo niewiele się zmieniło, ale widać wielkie wyjście naprzeciw oczekiwaniom turystów, z których miasto żyje w dużej mierze. Istnieją nowe ścieżki rowerowe, świetnie oznakowane szlaki i opisane ciekawe miejsca oraz jest wiele nowych plansz ze zdjęciami niemieckiej i radzieckiej historii miasta. Nic w tym dziwnego, przecież Polska wkroczyła tu zaledwie 20 lat temu.

        Miasto będzie obchodzić w tym roku XX rocznicę przejścia do cywila. To jedno z najmłodszych miast w Polsce. Przed dwudziestoma laty
„w cudowny sposób” ukazało się na mapach Polski, w spisie miejscowości i atlasach samochodowych. Było to wynikiem odtajnienia tego, co kilkadziesiąt lat już stało i świetnie służyło jego mieszkańcom. Specyfika historii miasta bierze się stąd, że jego mieszkańcy zawsze mieli na sobie jakieś mundury i bardziej tu „stacjonowali” niż „mieszkali”. 
W ten trafny sposób Urząd Miasta zaczyna swoją opowieść.
W latach 30. XX wieku tu, na miejscu wsi Linde, zbudowano garnizon wojskowy. W 1936 roku zakończono budowę miasteczka militarnego dla szkoły artylerii Wehrmachtu, którego otwarcia dokonał 18 sierpnia 1938 roku Adolf Hitler. Ponownie przebywał tu w dniach 5-8 września 1939 roku. W garnizonie Groß Born stacjonowały jednostki dywizji pancernej Heinza Guderiana przed atakiem na Polskę w 1939 roku. Na poligonie ćwiczyły oddziały Afrika Korps dowodzone przez gen. Rommla. Teraz te piaszczyste obszary zalesiono (drugim poligonem Afrika Korps była Pustynia Błędowska). W 1945 roku przejęła go Armia Czerwona (Красная Армия) i użytkowała do października 1992 roku. W tym okresie miasto było wyłączone spod administracji polskiej. 5 czerwca 1993 roku  nastąpiło uroczyste otwarcie miasta, a 30 września Borne Sulinowo otrzymało prawa miejskie, liczyło wtedy 400 osób. Obecnie mieszka tu niecałe pięć tysięcy mieszkańców. Jest to chyba ciągle najmłodsze miasto w Polsce!
Więcej informacji o Bornem Sulinowie.

        Zimowa eksploracja poligonu, ośnieżone sławetne Wrzosowiska Kłomińskie i sukcesywnie rozbierane miasteczko Kłomino, sprawiły na nas niezapomniane wrażenie. Wielkie białe przestrzenie, przez które dojechaliśmy do Kłomina i zniszczone miasto, pozwalały przenieść się w czasie. Jest wiele śladów pobytu rosyjskich mieszkańców, w miejscach, do których żaden Polak nie miał dostępu. Po wcześniejszej olbrzymiej dewastacji budynków, po opuszczeniu ich przez Armię Radziecką i obecnej szybkiej rozbiórce, z miasta pozostało jedynie kilka bloków. Ja pamiętam ich wiele z moich dawniejszych pobytów. Miasto - widmo niknie z mapy świata. No cóż, w przeciwieństwie do Bornego, dla Kłomina nie było przyszłości.
Dawne miasto ma dwa oblicza. To które widzimy, czyli niewyobrażalny obraz dewastacji, wywierający koszmarne wrażenie oraz drugie oblicze - bardziej dramatyczne, ponieważ istniał tu hitlerowski obóz jeniecki, przez który przewinęło się kilkadziesiąt tysięcy jeńców.
Do 1992 roku miasto było bazą Armii Czerwonej i podlegało jej administracji, zaś w 1993 roku zostało włączone do polskiej administracji wraz z sąsiadującym Bornym Sulinowem. Miasto to nigdy nie otrzymało praw miejskich. W przeciwieństwie do Bornego Sulinowa, Kłomino nie zostało zasiedlone. Dzisiaj w tym tajemniczym miejscu mieszkają tylko dwie rodziny leśniczych. Z każdym rokiem wiele tu się zmienia. W miejscach, gdzie niedawno stały jeszcze bloki i domy, dziś można znaleźć po nich wyłącznie gruz. Obiekty ulegają niszczeniu nie tylko poprzez upływ czasu, ale także przez koparki i spychacze. Swego czasu pojawiła się oferta sprzedaży Kłomina za 2 mln złotych, chętny się jednak nie znalazł.
Aktualnie dobiegają końca prace związane z budową kotłowni olejowej, oczyszczalni ścieków, hydroforni i wysypiska śmieci. Miasto jest sukcesywnie wyburzane. Ostatnio wyburzono 10 budynków koszarowych i sztab (2000-2009), szkołę (2008), sklep (lata 90), klub oficerski (koniec czerwca 2009), kotłownię (2007), garaże i warsztaty oraz drugą stołówkę.Pozostaną tylko 4 budynki: jeden należący do urzędu gminy Borne Sulinowo, jeden prywatny blok oraz dwa należące do Państwowego Gospodarstwa Leśnego Lasy Państwowe.
        Kłomino powstało w latach trzydziestych XX wieku. Stacjonowały tu niemieckie oddziały Służby Pracy. Hitlerowcy w czasie wojny mieli tu też swój obóz dla jeńców oficerów, przez który przewinęło się kilkadziesiąt tysięcy jeńców, a wśród nich mjr Henryk Sucharski, znany z obrony Westerplatte oraz pisarz Leon Kruczkowski, autor "Niemców" i "Pierwszego dnia wolności". Trafiło tu również wielu powstańców warszawskich. W listopadzie 1939 roku w stalagu znajdowało się 6 tysięcy polskich jeńców wojennych oraz 2300 cywilów aresztowanych na terenach Polski. W 1940 roku miejsce to zajął Oflag II D Gross-Born. Do polskich jeńców dołączyli Francuzi i Rosjanie. W 1945 roku hitlerowcy ewakuowali jeńców. Po odejściu wojsk niemieckich, tereny przejęły wojska radzieckie, które więziły żołnierzy niemieckich. Po wojnie Rosjanie wybudowali bloki, szpital, garaże, sklepy i kino. Kłomino opustoszało dopiero w 1992 roku, kiedy wyjechali stąd ostatni żołnierze rosyjscy. W okresie powojennym rozebrano 50 budynków poniemieckich, by odzyskać cegłę do budowy Pałacu Kultury w Warszawie.
Więcej informacji o Kłominie.

        Mimo schyłku dnia wyruszyliśmy stąd dalej do Brzeźnicy Kolonii, dawnej radzieckiej bazy broni nuklearnej. Dzięki znakomitej mapie GPS, mojemu nowemu nabytkowi, z trafieniem na miejsce nie było problemu. W przeciwnym wypadku na odludziu i przed zmrokiem, mógłby być kłopot. W jednostce tej znajdował się jeden z trzech w Polsce,
składów głowic atomowych. Została ona wybudowana przez Wojsko Polskie, a następnie przekazana w użytkowanie Rosjanom. Głowice atomowe, które przechowywane były w podziemnych magazynach, należały do Rosjan, ale w przypadku potrzeby użycia miały być przekazane Ludowemu Wojsku Polskiemu. W tej elitarnej, wybudowanej w latach 1972-78 jednostce stacjonowało około 300 żołnierzy wraz z rodzinami. Cały teren bazy w pobliżu dolinki rzeki Pilawa, był starannie zamaskowany lasem sosnowym. Wiele obiektów ukrytych było pod siatką maskującą. Jednostka była tak bardzo strzeżona i zakamuflowana, że nie wiedzieli o jej istnieniu nawet polscy piloci samolotów bojowych, którzy wykonywali częste loty nad tym terenem w związku z ćwiczeniami poligonowymi na pobliskim poligonie lotniczym w Nadarzycach. Baza znajduje się około 1500 metrów od skrzyżowania dróg Sypniewo - Szwecja - Kolonia Brzeźnica. Do jednostki prowadzi utwardzona leśna droga. Na północ od niej znajduje się uprzątnięte miejsce po koszarowych budynkach osiedla wojskowego. Mieszkała tu tylko załoga bojowa bazy, ponieważ kadra oficerska miała swoje osobne wojskowe miasteczko koło Sypniewa. 

Kilkadziesiąt metrów dalej po prawej stronie, przy leśnym dukcie znajduje się silos na ruchome wyrzutnie mobilnych rakiet średniego i dalekiego zasięgu SS-20. Jest to obiekt serii Granit, przypominający wielką betonową rurę. Góra silosu jest przykryta ziemią i

Borne Sulinowo, zimowy poligon

porośnięta doskonale maskującym lasem sosnowym. Równie dobrze ukryte, znajdujące się około 100 metrów dalej, znajdują się dwa magazyny serii "3000", w których były przechowywane głowice nuklearne. Magazyny są wyposażone w ogromne drzwi pancerne, mogące wytrzymać atak każdej konwencjonalnej broni. Obecnie zasypane są ziemią ze względów bezpieczeństwa. Nad ziemią znajduje się tylko niewielka część infrastruktury, za zwałem ziemi kryje się zejście do niższych kondygnacji obiektu. W podziemnej części magazynu znajdują się duże sale, nisze i korytarze. Prowadzi do nich kilka starannie ukrytych wejść. Poza tymi obiektami zachowały się liczne pozostałości po okopach i schronach na wozy i drużyny, wartownie oraz plac apelowy. Teren bazy był otoczony wysokim, potrójnym płotem pod napięciem, z zasiekami z drutu kolczastego oraz był patrolowany przez żołnierzy uzbrojonych w ostrą amunicję.
Co tak naprawdę znajdowało się w bazie wojskowej koło Kolonii Brzeźnicy, zastanawia się portal konflikty.pl. Według odtajnionej przez ministra Radosława Sikorskiego teczki o kryptonimie Wisła, miały się tam znajdować głowice nuklearne. Tajne porozumienie sporządzone pomiędzy rządami PRL i ZSRR w 1956 roku mówi o wybudowaniu trzech tajnych instalacji wojskowych i składowaniu w nich 178 głowic nuklearnych o różnej, bliżej nieznanej mocy. Podobno nikt jednak nie starał się nigdy sprawdzić promieniowania w okolicach bazy, jak i w jej magazynach i silosie, w co jednak wątpię. Broń ta miała zostać wydana Ludowemu Wojsku Polskiemu podczas wprowadzania w
życie operacji o kryptonimie Wisła. Operacja ta miała na celu zaatakowanie państw Paktu Północnoatlantyckiego. Polsce przypadał miedzy innymi desant morski na Bornholm, nalot nuklearny na Kopenhagę i lądowe natarcie w północnych Niemczech w kierunku półwyspu Jutlandzkiego (konflikty.pl, Wikipedia, Urząd Miasta Borne Sulinowo).
        Powrót do pensjonatu do Bornego, odbywał się już po ciemku. Z najodleglejszego miejsca naszej wyprawy – Puszczy nad Gwdą – ruszyliśmy na północ. Wracaliśmy nieco dookoła, ale drogą asfaltową, by uniknąć po ciemku śliskich pułapek na poligonie. Drogi w tej części nie były zbytnio uczęszczane, jechało się cicho i spokojnie. Na mróz byliśmy przygotowani. Na miejscu okazało się, że pani gospodyni była poważnie zaniepokojona naszą nieobecnością. Obawiała się, że zabłądziliśmy gdzieś na poligonie lub przydarzyło się nam nieszczęście w bunkrach. Wszczęła nawet swymi kanałami wstępne poszukiwania na policji. Opowiadaniom nie było końca. Na podsumowanie dnia zostaliśmy poczęstowani pysznymi ciasteczkami. Następnego dnia wyruszyliśmy znowu w okolice Bornego i na szlak bunkrów nad Pilawą, będących fragmentem Wału Pomorskiego. Po zakupach rosyjskich artykułów spożywczych w sklepie U Saszy, oddaliliśmy się w z góry upatrzonym kierunku, czyli do Szczecinka na pociąg. Warto wrócić ponownie w tamte strony, tym bardziej, że zmiany postępują szybko i nieodwracalnie.

Zdjęcia z wyjazdu są też tutaj


Comments