7. Alpy. Szwajcaria, Lichtenstein


Trasa wiodła przez 4 państwa, przekroczyłem 12 granic

     To było drugie górskie rowerowe wyzwanie. Pierwszym był zeszłoroczny rajd Szwajcaria Saksońska i czeska Decinska Vrchovina. Tym razem w sierpniu pogoda dopisała, było słonecznie i ciepło, niekiedy wręcz upalnie. W wyższych partiach gór powietrze było rześkie, noce pod namiotem nie były chłodne. W rajdzie jechaliśmy w czwórkę trasą opracowaną przez kolegę Tomka. Dziesięciodniowy pobyt umożliwił nam przejazd przez wschodnią Szwajcarię, gdzie byliśmy najdłużej, potem zwiedziliśmy Księstwo Lichtenstein. Przejechaliśmy również przez cząstkę Austrii i Niemiec. Pobyt w Szwajcarii zaczęliśmy od zwiedzenia historycznego miasta Stein am Rhein słynącego z bogato zdobionych freskami frontonów kamienic.

Starówkę zwiedzaliśmy przy dźwiękach ludowej strojnej orkiestry, umilającej mieszkańcom i turystom, słoneczny weekend. Tu po raz pierwszy na tym wyjeździe zetknęliśmy się z Renem, płynącym szerokim korytem. Zaskoczył mnie zadziwiająco czystą, krystaliczną wodą. Wielokrotnie miałem okazję kapać się w nim z przyjemnością. Na wielu odcinkach jechaliśmy później jego brzegami. Wyżej w górach, bliżej źródeł, miał wielkość naszego Dunajca. Można byłoby go niemalże przejść po żwirowych łachach. W każdym miasteczku było wiele ujęć wody pitnej, ciurkającej do kamiennych koryt. Niektóre z nich miały nawet ponad sto lat. Takie wodopoje bardzo przydawały się w czasie upałów.
    Potem przejechaliśmy przez dwie niezauważalne granice ciekawego tworu administracyjnego, jakim jest eksklawa Busingen am Hochrhein. Jest to miejscowość i gmina niemiecka leżąca na terenie Szwajcarii, ale należąca do Niemiec do kraju związkowego Badenia-Wirtembergia. Leży nad Renem. Gmina jest otoczona na lądzie przez szwajcarski kanton Szafuza. Przytoczę tu za Wikipedią, że eksklawa to część terytorium państwa lub innej jednostki administracyjnej, położona w oddzieleniu od głównego jego obszaru, lecz na tym samym obszarze lądowym. Może być otoczona terytorium innego państwa lub jednostki administracyjnej, stanowi wtedy jednocześnie enklawę. Obecnie w Polsce nie ma eksklaw na poziomie wojewódzkim, są natomiast eksklawy powiatów i gmin.
    Szafuza (Schaffhausen) to duże średniowieczne miasto będące stolicą kantonu, leżące między Schwarzwaldem i Jeziorem Bodeńskim. Również słynie z fresków na kamienicach oraz fragmentów murów obronnych i bram, ale też potężnej twierdzy Munot wznoszącej się nad miastem.
    Następnie udaliśmy się do największego w Europie, pod względem przepływu, wodospadu Rheinfall.
Położony jest na przełomie Renu w miejscowości Neuhausen am Rheinfall. Jest atrakcyjną perełką turystyczna przyciągającą rzesze turystów. Wysokość wodospadu jest stosunkowo niewielka, ale osiąga on szerokość 150 metrów. Podziwiający tłoczą się po obu stronach Renu w licznych punktach widokowych. Pod wodospadem krążą też niewielkie stateczki pasażerskie uatrakcyjniające zwiedzanie. Nad wodospadem góruje potężne zamczysko, a przez Ren wiedzie kamienny most.
W naszej wędrówce Ren przekraczaliśmy wielokrotnie. Niekiedy zabytkowymi drewnianymi zadaszonymi mostami, będącymi jednocześnie mostami granicznymi między Szwajcarią i Niemcami, bądź też między Szwajcarią i Lichtensteinem. Przejechaliśmy też taki zabytkowy kamienny most między Lichtensteinem i Austrią. Wiele z nich jest wpisanych do zabytków architektury i dziedzictwa Szwajcarii.
    Zurych był największym miastem na naszej trasie i jest jednocześnie największym miastem Szwajcarii. Liczy prawie 400 tysięcy mieszkańców. Dzieje miasta sięgają w przeszłość do niepamiętnych czasów – już w epoce neolitycznej pierwotni mieszkańcy tej ziemi budowali na brzegu Jeziora Zuryskiego osady na palach, a 2000 lat temu na szczycie wzgórza nad rzeką Limmat Rzymianie założyli posterunek celny. Przez parę kolejnych wieków Zurych jako ośrodek liberalnej myśli przyciągał wiele osobistości, takich jak Johann Wolfgang von Goethe, Richard Wagner, Thomas Mann, Albert Einstein, James Joyce, Lenin i Trocki. Właśnie z Zurychu w 1917 roku Lenin i jego towarzysze odjechali słynnym "zapieczętowanym pociągiem" przez Niemcy do pogrążonego w chaosie Piotrogrodu. Miasto jest atrakcyjnie położone i słynie z wielu zabytków, które w większości zwiedziliśmy. Nie pominęliśmy też aktualiów: potężnego lotniska i siedziby FIFA.
    Opuściliśmy miasto jadąc południowo – zachodnim brzegiem Jeziora Zuryskiego. Była to uczta dla oka. Mijaliśmy wiele kolorowych i bardzo zadbanych miejscowości wypoczynkowych.
Jezioro Zuryskie przecięliśmy pokonując słynną atrakcję turystyczną: drewnianą kładkę o długości 841 metrów i dojechaliśmy do miasteczka Rapperswil - Jona w kantonie Sankt Gallen, z zamkiem z XIII wieku. W latach 1870 - 1927 mieściło się w nim Muzeum Narodowe Polskie, założone w celu zabezpieczenia polskich zabytków historycznych i propagowania spraw polskich, posiadające cenne zbiory z okresu Wielkiej Emigracji i powstania styczniowego. Zbiory przewiezione do Warszawy uległy w 1939 zniszczeniu. W latach 1936 - 1951 zamek był siedzibą Muzeum Polski Współczesnej.
    Kolejną wisienką na turystycznym torcie wyprawy,
był przejazd dolinami kanału Linth i rzeki Seez, a szczególnie południowym brzegiem Jeziora Walensee. Jezioro położone jest w górach, jest długie i wąskie, a po przeciwległej stronie wznoszą się białe urwiste skały u podnóża których wciśnięte są niewielkie wioseczki turystyczne. Wszystkie szczyty sięgają wysokości 2200 – 2300 m npm i są na wyciągnięcie ręki. Wiedzie tędy autostrada A3, biegnąca odcinkami w tunelach wykutych w skałach. Tędy jechaliśmy ścieżką rowerową, z której autostradę można było niekiedy dostrzec. Ścieżka poprowadzona była odrębną trasą nad urwistym brzegiem jeziora i miała własne tunele dla rowerzystów. Niektórych stromych podjazdów nie dało się pokonać i trzeba było zsiąść z roweru. Na jednym z nich o nachyleniu 25 % był wręcz nakaz zejścia z roweru dla zjeżdżających!
Dalej minęliśmy wrota Graubünden (Gryzonii) ze źródłami Renu, będącej jedną z najatrakcyjniejszych krain Szwajcarii, którą jednak musieliśmy pozostawić za sobą.
    Po kolejnym przekroczeniu granicy wjechaliśmy do Księstwa Lichtenstein i dalej
do jego pięciotysięcznej stolicy Vaduz. Jest to historyczne miasto, które po raz pierwszy zostało wymienione w dokumentach w 1150 roku i drugie co do wielkości miasto Liechtensteinu. Leży w Alpach Retyckich bezpośrednio przy granicy ze Szwajcarią, na prawym brzegu Renu. Vaduz jest siedzibą wszystkich lichtensteińskich urzędów centralnych, m. in. landtagu i rządu. Najważniejsze zabytki to gotycki zamek z XII wieku, będący rezydencją Wielkiego Księcia i jego rodziny, neogotycka katedra św. Floriana z lat 1868–1873 oraz nieciekawy ratusz powstały w latach 30. XX wieku. Zamek góruje nad miastem, ale nie jest udostępniony do zwiedzania, można jednak wspiąć się na wzgórze i przyjrzeć się twierdzy z bliska. Ze szczytu roztaczają się widoki na miasto i góry.

A jakże! Byliśmy tu też na stadionie słynnej reprezentacji Liechtensteinu w piłce nożnej, uczestniczącej w rozgrywkach piłkarskich organizowanych przez FIFA i UEFA. Od reprezentacji nie oczekuje się wielkich sukcesów i każdy remis z inną reprezentacją narodową jest traktowany przez nich jak wielkie osiągnięcie. Reprezentacja nie ma żadnych dokonań międzynarodowych i jest jedną z najsłabszych drużyn na świecie. Piłkarze Liechtensteinu grali z Polską raz - w tym roku - przegrywając na stadionie w Krakowie 0 – 2.
    
Stąd niedaleko jest do kolejnego zabytkowego potężnego, zadaszonego drewnianego mostu, którym na chwilkę przeprawiłem się przez granicę, przejeżdżając do Szwajcarii. Który to już raz przekroczyłem granicę? Dalej był przejazd przez Austrię i dwa miasta Feldkirch i Bangs (graniczne ze Szwajcarią). Tu przez kolejny historyczny kamienno – drewniany most na Renie, zaczęliśmy wspinać się na zachód w stronę St. Gallen, pokonując najdłuższy nasz podjazd do Appenzell. Dotarliśmy też do słynnego tutejszego trójstyku granic państwowych (link w opracowaniu) między Lichtensteinem, Szwajcaria i Austrią. Leży tu najbardziej wysunięty na zachód kraj związkowy Austrii Vorarlberg, Jako jedyny land austriacki należy (w części) do zlewiska Morza Północnego. Miejsce to jest specjalnie oznakowane.

    Pozostawiliśmy za sobą wielką dolinę Renu, będącą geologiczną granicą między Alpami Zachodnimi i Wschodnimi. Wjechaliśmy w Alpy Appenzellu. No i tu się zaczęła wspinaczka! Jeden skrót okazał się szutrową ścieżką dla górskich kozic, ale podobno jej nachylenie było mniejsze niż pobliskiej drogi asfaltowej. No trudno. Grupa

trzymająca władzę wybrała tą ścieżkę, po której rowery trzeba była pchać i ciągnąć. Był jednak wybór: można było też ciągnąć lub pchać! Kolanami prawie dotykałem szutrowej nawierzchni. Potem po paru szaleńczych zjazdach zaczęła się wspinaczka asfaltową pustą drogą na ponad 900 m npm. Pół kilometra w pionie, ale dało się jechać. U podnóża szykowali się sportowcy: rowerzyści i biegacze oraz sędziowie. Zaczął się dla nich akurat w tym czasie również szaleńczy wysiłek. Mijali nas po drodze na przełęcz. Gdy mnie doganiali, za plecami słyszałem ich głośne sapanie. Czasami jednak pomimo wysiłku, stać było niektórych na przyjazne pozdrowienia. Jest to widocznie odcinek alpejskiej drogi dla wyczynowców. Tylko dla orłów! Za rozległą przełęczą i kolejnymi porozrzucanymi po stromych zboczach domami, znaleźliśmy u gospodarza swój kolejny nocleg, hen na górskiej hali.
Nigdy zresztą z noclegami nie było kłopotów. Przyjaźnie nastawieni mieszkańcy witali nas jak dobrych znajomych. a my byliśmy zdziwieni ich gościnnością. A jakie pyszne ciasta wypiekają gospodynie! Zapamiętałem szczególnie, młodą i zabieganą gospodynię, która tylko w przelocie zamieniała z uśmiechem po kilka słów. Razem z mężem i dziećmi prowadzili hodowlę bydła. Ulubieńcem i powodem do dumy był 1,3 tonowy dwuletni byk Victus, wielki jak góra! Hodowcy bydła mieli na swoich zabudowaniach gospodarczych wiele charakterystycznych kolorowych naklejek z krowami, świadczących o ich osiągnięciach.

Tu przed ostatecznym zachodem słońca miałem okazję zachwycać się przepięknym spektaklem światła i cieni na odległych skalnych zboczach. Słońce oświetlało z przerwami przeciwległy szczyt o wysokości ponad 2500 m npm. Zmrok zapadł szybko, gdy schowało się za plecami, ale takich zdjęć jak tu, jeszcze nie udało mi się wcześniej zrobić. A jaki zachwycający widok miałem z namiotu! O takim położeniu namiotu mogę marzyć na przyszłość. Po rozsunięciu zamka moim oczom ukazywał się ośnieżony szczyt!


Rano było alpejskie miasteczko Appenzell i później duże historyczne Sankt Gallen, stolica Wschodniej Szwajcarii. Tu historii doświadczyć można na każdym kroku. Symbolem miasta jest opactwo ze wspaniałą barokową katedrą, którego biblioteka i archiwum w 1983 roku wpisane zostały na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Przechowywane są tu rękopisy i inne dokumenty liczące ponad tysiąc lat. W bibliotece znajduje się około 160 000 książek, z których 50 000 wystawionych jest w barokowej sali. Serce zbioru tworzy 2100 rękopisów, które gościom prezentowane są podczas wystaw okresowych. Opactwo tworzy wyjątkowy kompleks historycznych budynków w centrum miasta. Miasto przyciąga malowniczą starówką z kolorowymi domami mieszczan z XVI-XVII wieku, z charakterystycznymi oknami wykuszowymi.
    Stąd ruszyliśmy zwiedzać atrakcję regionu: piętnastokilometrowy szlak 18 mostów i wiaduktów wzdłuż Parku Krajobrazowego rzeki Sittar. W ciasnym i głębokim korycie rzeki niektóre z nich kamienne i stalowe, czasem drewniane i zadaszone, trudno objąć wzrokiem, a co dopiero obiektywem! Są tu najwyższe z mostów i wiaduktów w Europie, sięgające 100 metrów wysokości.
Tutaj otarliśmy się o Szlak św. Jakuba, który wiedzie z Rorschach przez St. Gallen do Herisau. Kilkakrotnie w Polsce przemierzałem różne odcinki tej drogi,  nawet o tym nie wiedząc, ponieważ nie wszędzie jest on wyraźnie oznakowany charakterystycznym znakiem: żółta muszlą. Najbliższy fragment tego Szlaku zapamiętałem z Lęborka (z rajdu Lębork i Dąb Świętopełk ), gdzie znajduje się Sanktuarium św. Jakuba Apostoła. Na terenie parafii jest słup z logo Szlaku – nawiązujący w swej istocie do tych średniowiecznych, wyznaczających szlaki pielgrzymkowe. Wewnątrz świątyni możemy zobaczyć m.in. relikwię I stopnia patrona.

    Z Sankt Gallen do niemieckiej Konstancji w Badenii – Wirtembergii jechaliśmy oczywiście wzdłuż Jeziora Bodeńskiego (Bodensee) leżącego u podnóża Alp na pograniczu Niemiec, Austrii i Szwajcarii. Jest to trzecie pod względem wielkości jezioro w Europie środkowej (po Balatonie na Węgrzech i Jeziorze Genewskim na granicy szwajcarsko - francuskiej). Olbrzymi akwen jest mekką żeglarzy i białej floty. Na brzegach rozłożyły się wczasowe wioski i miasteczka. Malownicze widoki. Upał i kąpiele w krystalicznie przezroczystej wodzie.

Konstancja leży nad jeziorem w miejscu, w którym wypływa z niego rzeka Ren, na granicy ze Szwajcarią. Na uwagę zasługują tu katedra pw. Najświętszej Maryi Panny. Pierwsza wzmianka o kościele katedralnym datuje się na około 780 roku. W wyniku licznych przebudów świątynia nosi znamiona różnych stylów architektonicznych: romańskiego, gotyckiego, barokowego i klasycystycznego. Na placu katedralnym znajdują się słabo wyeksponowane resztki twierdzy rzymskiej. Kościół św. Szczepana - wzmiankowany po raz pierwszy w 613 roku i przebudowany w XV wieku w stylu późnogotyckim oraz budynek konklawe - wybudowany w latach 1388-1391 jako magazyn i hala targowa w porcie. Jest to miejsce wyboru Marcina V na papieża, a także stary ratusz i nowy ratusz - wybudowany w XIV wieku, przebudowany później w stylu renesansowym oraz wieże i bramy miejskie.
    Przy wejściu do portu przyciąga wzrok olbrzymia, obracająca się kobieca postać. Statua Imperii to posąg odsłonięty w 1993 roku, upamiętniający sobór, który obradował w tym mieście w latach 1414–1418. Statua ma wysokość 9 metrów. Umieszczona została na piedestale obracającym się wokół własnej osi z szybkością jednego pełnego obrotu na 4 minuty. Przedstawia kobietę trzymającą w dłoniach dwóch nagich mężczyzn. Postać w lewej dłoni przedstawia Marcina V, którego wybór na papieża zakończył schizmę w Kościele rzymskim, ta w prawej natomiast Zygmunta Luksemburskiego, który doprowadził do zwołania soboru. Obaj przyodziani są tylko w insygnia władzy – król rzymski nosi koronę, papież zaś tiarę. Odnosi się to do opowiadania Balzaka, "La belle Impéria", które było ostrą satyrą na moralność kleru katolickiego. W opowiadaniu Imperia uwodziła zarówno kardynałów jak i świeckich władców podczas soboru, podporządkowując ich decyzje swoim planom. Autentyczna Imperia była dobrze wykształconą włoską kurtyzaną, nazywała się Lucrezia de Paris, urodziła się w 1485 roku w Ferrarze, a zatem już po soborze i nigdy nie była w Konstancji (Wikipedia).

    Z Konstancji udaliśmy się w upale na wyspę Reichenau położoną na Jeziorze Bodeńskim w Niemczech, połączona z lądem groblą o długości 2 km. Od roku 2000 znajduje się na liście światowego dziedzictwa kultury UNESCO. W latach 724–1757 na wyspie istniało opactwo benedyktynów, będące ważnym ośrodkiem kultury, znanym szczególnie z tworzonych tam rękopisów zdobionych wysokiej jakości miniaturami. W latach dwudziestych IX wieku biblioteka klasztorna obejmowała 415 tomów i należała do największych bibliotek ówczesnej Europy. Z okresu świetności klasztoru na wyspie zachowały się do dziś trzy kościoły w stylu romańskim z freskami z XI i XII wieku: kościół św. Jerzego, kościół św. Piotra i Pawła oraz kościół św. Marii i Marka.

Panujący na wyspie łagodny klimat sprzyja ogrodnictwu, które jest jedną z głównych gałęzi gospodarki. Sadownicy skrupulatnie przykrywają swoje sady siatkami w obawie przed ptactwem.


Ostatni dzień spędziliśmy objeżdżając północno – wschodni brzeg Jeziora Bodeńskiego. Ciekawostką jest niewielka miejscowość wypoczynkowa Uhldingen, w której znajduje się skansen Pfahlbaumuseum ze zrekonstruowanymi domami na palach z epoki kamiennej z III wieku p.n.e., wpisanymi na listę UNESCO. Wszędzie tu jeździ się dobrze oznakowanymi ścieżkami rowerowymi wśród licznej rzeszy rowerzystów. W tej części jeziora cały czas krążył nad nami ogromny sterowiec – wizytówka tego regionu. W pobliskim Meersburgu znajduje się prywatne muzeum sterowców z 15 tysiącami eksponatów. W Friedrichshafen natomiast - prywatny uniwersytet Zeppelin Universität. Znajduje się tu replika sterowca w skali 1:1. W roku 1909 hrabia Ferdinand von Zeppelin rozpoczął we Friedrichshafen prace nad budową sterowców. W 1918 roku Wilhelm i jego syn Karl Maybachowie założyli fabrykę luksusowych samochodów Maybach-Motorenbau GmbH.

Spośród innych współczesnych zakładów przemysłowych miasta, na szczególną uwagę zasługuje firma EADS Astrium zajmująca się budową satelitów.
    Na koniec mieliśmy przyjemność zetknąć się żywą historią motoryzacji. Jedno z tutejszych miasteczek zakorkował sznur starych pojazdów - oldtimerów – zmierzających do swojej mety, tj. na piknik na kempingu nad Bodensee. Zadbane i pieczołowicie odrestaurowane auta i ich kierowcy w strojach z epoki, często starsi wiekiem, pozostawili na mnie niezapomniane wrażenie.

                        Zdarza się, że pokaz slajdów bywa nieaktywny, więc dodatkowo zdjęcia są tutaj w albumie Alpy

Alpy. Szwajcaria, Lichtenstein



Comments