4. Alpy Bawarskie

 Zamek Neuschwanstein, symbol Bawarii

    W zeszłym roku zakończyłem z kolegami alpejską trasę, objeżdżając na koniec Jezioro Bodeńskie leżące na pograniczu Niemiec, Austrii i Szwajcarii, trzecie pod względem wielkości w Europie środkowej (po Balatonie na Węgrzech i Jeziorze Genewskim). Teraz stąd zaczęliśmy dalszą wędrówkę na wschód u podnóża Alp Bawarskich i Tyrolu. Wyruszyliśmy w pięcioro na rowerową trasę od Jeziora Bodeńskiego do Jeziora Königssee (Bodensee - Königssee Radweg). Szlak rowerowy wymaga kondycji i zachwyca widokami Alp i krajobrazami alpejskiego przedgórza. Malownicze jeziora, rzeki o niespotykanej gdzie indziej barwie wody (ponieważ płynie przez wapienne skały alpejskie), malownicze wioski i miasta (ze słynną starówką Mittenwald), bajkowe zamki i pałace, wybudowane niegdyś przed Ludwika II - to największe atuty tej trasy. Jednak atuty te wymagają nieco wysiłku, ponieważ na trasie znajduje się wiele podjazdów z nachyleniem głównie do 13% oraz jednym niezapomnianym 24%.


    Wyprawę zaczęliśmy w Oberstdorfie, często modyfikując trasę opisywaną w necie jako Bodensee - Königssee Radweg. Jechaliśmy przez Allgäu z chłodnymi jeziorami i zamkami Hohenschwangau i Neuschwanstein.

Dalej przez dzikie krajobrazy Alp Tyrolskich i Bawarskich, kwaterę Hitlera koło Berchtesgaden i jezioro Königssee. Zwiedziliśmy austriacki Salzburg. Surowe piękno podnóża Alp, trasy wzdłuż turkusowych jezior, jak na przykład tuż nad brzegiem Walchensee z widokiem na ośnieżone szczyty i bajkowa architektura, warte są mozolnego wysiłku.

Jednymi z największych atrakcji na trasie były wspomniane wcześniej zamki, a szczególnie jeden z nich symbol Bawarii, zamek Neuschwanstein króla Ludwika II Szalonego w Füssen. Obydwa w przeddzień zwiedzania widzieliśmy z oddali jak na dłoni, prawie sprzed swoich namiotów w czasie jednego z noclegów.

Ludwik II król Bawarii (niem. Ludwig Friedrich Wilhelm von Wittelsbach), znany jest również jako Ludwik Szalony lub Bajkowy Król (1845 - 1886). Pod koniec rządów odseparował się od świata, spędzając czas w swoich baśniowych pałacach w Alpach. Najsłynniejszy z nich Neuschwanstein, nigdy nie został ukończony, lecz mimo to jest jedną z najpopularniejszych niemieckich atrakcji turystycznych i symbolem Bawarii. Ludwid II zasłynął również jako mecenas Ryszarda Wagnera. Niejasna jest jego śmierć w jeziorze Starnberg. Rozważane było samobójstwo i morderstwo. 9 czerwca 1886 został oficjalnie uznany za niepoczytalnego i faktycznie pozbawiony tronu w wyniku spisku zawiązanego przez wrogich mu ministrów z jego stryjem, księciem Luitpoldem, na czele.

    Trasa wiodła głównie nawierzchniami asfaltowymi, ale niekiedy zjeżdżaliśmy również na odcinki szutrowe lub piaskowe. Nie brakowało ostrych podjazdów, z których największy ciągnął się przez kilka kilometrów i miał nachylenie 24 %. Był to podjazd (a właściwie pchanie rowerów) do byłej kwatery Hitlera, Orlego Gniazda stanowiącego część kompleksu rezydencji Hitlera w Alpach. Berghof w latach 1936-1945 był domem i jednocześnie oficjalną rezydencją Adolfa Hitlera, położoną na stoku Obersalzbergu w Alpach Salzburskich w pobliżu Berchtesgaden.

Berchtesgaden jest ośrodkiem turystycznym i ośrodkiem sportów zimowych, ale znane jest głównie z byłej rezydencji Hitlera. To tutaj w marcu 1939 Hitler złożył propozycję Józefowi Beckowi, włączenia Gdańska do Niemiec oraz przyłączenia się po stronie Rzeszy do wojny z ZSRR. W roku 1952 władze Bawarii wysadziły w powietrze i dokumentnie zatarły ślady bytności Hitlera. Resztki pozostałe do dnia dzisiejszego, to całkowicie ukryte wśród zieleni fragmenty fundamentu. Tak samo zatarto ślady Hitlera w Berlinie.

    Piękny i niezapomniany był zjazd stąd serpentynami, z Orlego Gniazda do Berchtesgaden. Hydrauliczne tarczowe hamulce gorące były jak żelazko! Nie można było zmniejszać hamowania ze względu na ostre zakręty i mozolnie poruszające się samochody. Autokary potrafiły tarasować drogę na ciasnych zakrętach. Wystarczyło zmniejszyć hamowanie, a objuczony rower wystrzelał do przodu jak popchnięty niewidoczna siłą! Z uwagi na ciasne serpentyny, nie mógł to być jednak najszybszy zjazd na tej wyprawie. Największą odnotowaną przeze mnie w historii szybkość, osiągnąłem zjeżdżając spod najwyższego w Niemczech alpejskiego szczytu Zugspitze, leżącego na granicy niemiecko - austriackiej w okręgu Garmisch-Partenkirchen.

Nazwa góry pochodzi od częstych lawin schodzących w dół stromej północnej ściany. Na płaskowyżu Zugspitze znajduje się najwyżej położony i jedyny w Niemczech ośrodek narciarski na lodowcu. Podjazd do stacji kolejki linowej na szczyt był trudny, ale nie niemożliwy. Były to w miarę długie i strome proste z widokami na ośnieżone zbocza masywu, w pobliżu którego zatrzymaliśmy się na nocleg przed porannym podjazdem. Szczyt o wysokości 2962,06 m npm był w chmurach. Kolejka linowa znikała w nich po kilku minutach od stacji. My mieliśmy świetną upalną pogodę, natomiast na monitorze transmitującym obraz ze szczytu widać było tylko gęste chmury. Wspaniałego widok temu miejscu dodawało jeszcze pobliskie lazurowe jezioro Eibsee, o kryształowo czystej i lodowatej wodzie.

    Tu na zjeździe naprawdę można było poczuć wiatr we włosach, szczególnie gdy jeździ się bez kasku. Długie proste, wyśmienicie gładka nawierzchnia bez pułapek w postaci dziur lub nierówności i łagodne niekiedy zakręty, umożliwiały zabawę. Należało wypatrywać jedynie jakichś śladów piasku naniesionych przez deszcze lub liści na drodze. Licznik odnotował maksymalną szybkość 70,3 km/h, natomiast wykres śladu z GPSu aż 83 km/h! Na motocyklu takie szybkości to dopiero preludium, ale na rowerze z czterema pełnymi sakwami, to już coś!

    Dwukrotnie na trasie byliśmy w znanych ośrodkach sportów zimowych, podziwiając skocznie narciarskie w Oberstdorfie i Garmisch – Partenkirchen.

Oberstdorf jest gminą uzdrowiskową, leży w Alpach Algawskich, na wysokości 815 m npm. Odbywa się w nim Turniej Czterech Skoczni. Znajduje się tu skocznia Schattenbergschanze oraz mamucia skocznia Heini Klopfer Skiflugschanze. Miejscowość ta dwukrotnie była organizatorem mistrzostw świata w narciarstwie klasycznym: w latach 1987 i 2005.

Również znanym ośrodkiem narciarskim jest Garmisch - Partenkirchen, miejscowość uzdrowiskowa położona na wysokości 708 m npm. Garmisch i Partenkirchen przez wieki były to oddzielne miejscowości, oddzielone rzeką Partnach. Połączono je dopiero w 1935 roku na rozkaz Hitlera, przed Zimowymi Igrzyskami Olimpijskimi, które rozgrywano tu rok później. Z polskich reprezentantów najwyższe 5. miejsce zajął w skokach narciarskich Stanisław Marusarz. W 1978 i 2011 odbyły się Mistrzostwa Świata w Narciarstwie Alpejskim. Od 1953 co roku (1 stycznia) odbywają się tu zawody skoków narciarskich w ramach Turnieju Czterech Skoczni na Große Olympiaschanze. W 2008 roku skocznia została przebudowana. Miałem okazję być na szczycie tej skoczni, skąd widok zapierał dech w piersiach. Wiele dzieci i młodzieży zjeżdżało na spodniach po igielicie.

    Interesujący i niepewny był dojazd do Garmisch – Partenkirchen, ponieważ wybraliśmy sobie skrót będący 10 kilometrową drogę szutrową, zamkniętą dla ruchu, wiodącą doliną potoku. Obserwowałem ją wcześniej w Google Earth i na tamtych zdjęciach. Dostarczyła niezapomnianych wrażeń i kilku kapci w grupie. Surowe piękno osuwających się zboczy, skaliste ściany wąwozów, ciemna zieleń wysokogórskich lasów i ów rwący potok, przechodzący w rzekę, wart był tego. Pierwszy raz spotkaliśmy tu nie spętane, swobodnie pasące się konie z dzwonkami na szyjach! Wielokrotnie widywaliśmy wcześniej (głównie w Szwajcarii) krowy z dzwonkami o niskich tonach, owce z wysokimi dźwięcznymi tonami, ale konie ?! Miło było wsłuchiwać się w tamte dźwięki docierające nocami do namiotów z różnych wysokości alpejskich zboczy. Kilkakrotnie wjeżdżaliśmy do Austrii poruszając się przy jej granicy w Tyrolu.

    Wielkim jeziorem na trasie było polodowcowe Chiemsee u północnego podnóża Alp Salzburskich. Nazywane jest "bawarskim morzem". Na jeziorze Chiemsee znajdują się cztery wyspy. Wsród nich Frauenchiemsee (Fraueninsel) z żeńskim klasztorem katolickim oraz Herrenchiemsee (Herreninsel) - największa z nich, z parkiem krajobrazowym, w którym znajdują się dwa zamki: Altes Schloss (Stary Zamek), dawny katolicki klasztor męski, oraz Neues Schloss (Nowy Pałac), zbudowany przez króla Ludwika II Bawarskiego na wzór pałacu w Wersalu.

    W wielu miejscowościach można podziwiać najrozmaitsze słupy majowe (drzewka majowe – Maibaum). W południowej Bawarii od XVIII wieku stały się symbolami miast, miasteczek i wiosek. Ozdabiane są są znakami różnych zawodów. Wypatrzyłem nawet jeden z flagami państw. Stanowią symbol życia, odradzania się przyrody i witalności. Czubek słupa ozdabia się kolorowymi tasiemkami, girlandami, kwiatami, a często nakłada się na niego ozdobny wieniec.
Ponieważ było to Święto Bożego Ciała, spotykaliśmy po wsiach uroczyste procesje, prowadzone przez orkiestry, w których wierni poubierani byli we wspaniałe wzorzyste stroje ludowe.

    
Między górami Wettersteingebirge a Karwendel, około 15 km na południowy wschód od Garmisch-Partenkirchen, nad Izarą, leży Mittenwald. Miasto piękne z uwagi na swą malowniczą starówkę, której historyczne kamienice i prywatne rezydencje są ozdobione skomplikowanymi malowidłami. Najbardziej znaczącym zabytkiem jest tu różowy rzymskokatolicki kościół Świętych Piotra i Pawła.
    Na wschodnim końcu trasy dojechaliśmy do Schönau am Königssee, miejscowości położonej częściowo na terenie Parku Narodowego Berchtesgaden, nad jeziorem Königssee. Wybraliśmy się oczywiście również nad samo jezioro. Jest pięknie położone wśród wysokich, skalistych, porośniętych zboczy. Wzdłuż nich poruszaliśmy się pieszo górską ścieżką wiodącą tuż nad brzegiem, z dala od zatłoczonego centrum turystycznego. W oddali za kolejnym zakrętem, położony jest kościół pielgrzymkowy św. Bartłomieja (St. Bartholomä), który osiągalny jest tylko statkiem lub po długiej wędrówce przez otaczające góry.

    

Alpy. Bawaria i Tyrol. Rowerowym szlakiem Bodensee - Königssee.

Na koniec, po ponownym przekroczeniu granicy austriackiej,  wjechaliśmy do Salzburga. Jest to ważne centrum turystyczne oraz centrum sportów zimowych. Jest tym samym jedną z najczęściej odwiedzanych przez turystów miejscowością w Austrii. Stare miasto o dużych walorach historycznych zostało wpisane w 1996 roku na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO. Znajduje się tu słynny Zamek - Forteca (Festung Hohensalzburg) wznoszący się na wzgórzu ponad starym miastem, będący jednym z największych zamków w Europie. Rozpościera się stąd rozległy widok na barokową architekturę miasta z wieloma kościołami. Tutejszy klasztor św. Piotra, założony w roku 696 przez św. Ruperta, uważany jest za jeden z najstarszych zakonów benedyktyńskich na obszarze niemieckojęzycznym w Europie. Znajdują się tu, udostępnione do zwiedzania, cmentarz i katakumby św. Piotra, w których potajemnie modlili się pierwsi chrześcijanie. Ciekawy jest też Pałac Mirabell z pięknymi kwiatowymi ogrodami oraz most zakochanych z olbrzymią ilością kłódek nad rzeką Salzach, dopływem Inny, która prowadzi wody do Dunaju. W Salzburgu urodził się i wychował kompozytor Wolfgang Amadeusz Mozart, stąd miasto zwane jest też Mozartstadt. Urodził się tu też Christian Doppler, fizyk i matematyk austriacki znany z odkrycia efektu zwanego od jego imienia efektem Dopplera.


    Z każdym następnym wyjazdem pociągiem do Niemiec, maleje mój zachwyt pociągami DB, którymi poruszamy się w ramach biletu Schönes-Wochenende-Ticket. Słoneczny Bilet Weekendowy obowiązuje we wszystkich pociągach lokalnych (regionalnych) spółki DB AG (S-Bahn, RB, IRE, RE) wielu związków komunikacyjnych i niepaństwowych sieci kolejowych zgodnie z lokalnymi uregulowaniami. Wszystko pięknie, tylko że ilość rowerzystów w Niemczech właśnie w czasie weekendów rośnie w zatrważającym tempie i często w pociągach robi się tłoczno. Raz nam się nawet zdarzyło, że nie zostaliśmy zabrani. Zresztą nie tylko my, ale też kilku innych rowerzystów. W związku z czym precyzyjnie opracowany plan przesiadek bierze w łeb i trzeba mieć pod ręką plan B. Poza tym wszystko jest OK. Pociągi są czyste, sprawne i łatwo do nich wsiadać i wysiadać. Tam nie ma niebotycznych różnic poziomów na peronach. Objuczony rower wprowadza się w pojedynkę. Spróbuj to zrobić u nas, z wyjątkiem kilku stacji i niektórych niskopodwoziowych składów. Z peronu na peron w zasadzie udaje się korzystać z wind, jeśli na przesiadkę jest trochę czasu. Inaczej trzeba w pośpiechu taszczyć rower po schodach. Po ruchomych schodach jest to zabronione, nie tak jak w Polsce. Chociaż czasem nie przestrzegamy tego zakazu.



Comments