300 km non stop



Czasami człowiek musi, inaczej się udusi.


    Niekiedy chce się się zrobić coś innego, niż na co dzień. Taka odmiana. Wybrałem się zatem na samotną przejażdżkę dłuższą niż zazwyczaj. Miało być 200 – 250 km, a wyszło 300. Prawdę mówiąc, to nie wykluczałem tak długiej trasy, jednak nie byłem na nią w pełni przygotowany, tak jak poprzednio. Końcówka była więc trudniejsza.

Wybrałem dzień bezwietrzny. Niektórzy narzekali na upał tego dnia. Panowała temperatura około 30 stopni. Nic szczególnego, przecież to wreszcie lato. Wcześniej byłem rowerem przez trzy tygodnie we Włoszech, gdzie temperatury sięgały 40 stopni, potem jechałem dwa tygodnie wzdłuż Wisły z Krakowa do Torunia. Temperatury były podobne, lecz te włoskie były znośniejsze.

Nie bardzo siodełko chciało się dopasować do mojej dolnej części ciała, tam gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę. Nie były to spodziewane doznania, bo przecież ostatnio dużo jeździłem. A jednak...

Trasę obrałem podobną do poprzedniej i tu znowu wpadka, bo niepotrzebnie znów pojechałem tak daleko na południe od Słupska. Między Polanowem, Miastkiem i Bytowem są pagórki, bardzo malownicze wprawdzie, ale niepotrzebne na tak długiej trasie. Okolice też piękne, ale podziwianie nie było ich celem. Następnym razem pojadę jakoś inaczej, bo tu średnia prędkość znacznie spada. Do domu dojechałem oczywiście nocą. Na końcówce trasy sprzyjał lekki wietrzyk, zgodnie z prognozą. Tym razem znów ICM się sprawdził.Ruch drogowy był zróżnicowany, w zależności od rodzajów dróg, którymi jechałem. Nie mogłem sobie pozwolić na całkiem lokalne trasy, bo z nawierzchnią jest tam niekiedy nie najlepiej. Musiałem więc znosić odcinki bardzo uczęszczane i bez poboczy. No cóż, liczy się cel. On uświęca środki. Nocą też nie wszędzie było całkiem spokojnie. Policjanci dyżurujący w radiowozach nie byli mną zainteresowani. Byłem oświetlony jak choinka.
Na takiej trasie utrudnieniem są tzw. ścieżki rowerowe, po których przepisami wymuszany jest przejazd, a którym daleko do normalności. Jacyś lokalni decydenci uznają je za wielki krok ku poprawie bezpieczeństwa i ku świetlanej przyszłości. W rzeczywistości są nierówne, dziurawe i z dużą ilością krawężników. Takie wizje lokalnych Bolków. Po wioskach trafiają się porozbijane butelki po piwie i wódce. Wieś się bawi.
    Trafiałem na różne szlaki rowerowe, lokalne, krajowe i fragmenty międzynarodowych. W regionie koszalińskim były to: Sianowska kraina w kratkę, Śladami końskich podków, transgraniczny szlak rowerowy Bike the Baltic (biegnący ze Szwecji przez Bornholm), kilkakrotnie trafiałem na międzynarodowy Greenway ( pisane lokalnie na tabliczkach z błędem „Greeway”), w regionie słupskim: Na kolejowym szlaku, Nad Łupawą.

    Miałem mnóstwo czasu na przemyślenia i zmaganie się sam ze sobą. Warto podejmować takie wyzwania. Czasami człowiek musi, inaczej się udusi.

Aktywny wykres trasy jest tutaj .



Comments